|
patrz pisz 2008 październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty aczkolwiek pocałuj żabkę w łapkę Wyślij wiadomość obserwuję ~RSS bum |
|||
8. marca 2005 :: 18:47 w pędzie uliczne latarnie są drogą mleczną. tworzą korowód gwiazd. jest gwiazdą. milion pierwszą gwiazdą. spada. osiada brudem za pazokciami. rani własne myśli. samobójcze. rozgniata orzechy siłą woli. jeśli tylko chce. a dziś nie chce już nic. a dziś pooddychasz może za nią? "napewno znasz te poranki gdy wszystko co widzisz obietnicą cudu jest. jeśli wiesz co chcę powiedzieć...?" 12. marca 2005 :: 14:48 blask lustra rozjaśnia rzeczywistość. nawet tę ciemną. mieni się kolorami odbitymi. rozgniata obrazy trójwymiarowe. pod odpowienim kontem zniekształci najbardziej idealny świat. dotrze wszędzie. dotrze gdzie nie dotrał wczesniej nikt. a nikt na nią nigdy nie parzał. i nikt na nią nie patrzy. ale też nikt na nią patrzył nie będzie. przed lustrem mróżą się oczy na widok obcych źrenic. tylko grymas wciąż ten sam obwieszcza, że "tak, tak tam w lustrze to niestety ja". 20. marca 2005 :: 15:36 są dni kiedy czuje się jak seryjny morderca. /tudzeż morderczyni. kolejna dyskryminacja w polskiej pisowni./ co minutę z premedytacją zabijam kolejne sześciesiąt sekund. i wcale jej ich nie żal, bo one nie pozostają jej dłużne. z dnia na dzień, z minuty a minutę jest coraz bardzej martwa. w kieszeni stare, zaschnięte chusteczki ma. chwile po nich biegną. zatrzymują się na załamaniach. czasem spadają z niej jak ze stwardniałych skał. potłuką się trochę i idą dalej. w (nie)zapomnienie. "sam siedzę daleko od siebie nawet opuścił mnie mój cień i nic się nie dzieje w głowie mej. w głowie mej chory bałagan. nic się nie zgadza żadna kurwa i żadna mać..." 23. marca 2005 :: 15:28 ktoś myśli skrępował. związał sznurem ocalenia od prawdy. a ona ucieka chwilami gdzieś dalej. w zapomnienie. w podświadomość. w pożółkłe kartki wspomnień. w labirynty myśli. chowa się w swoim cieniu. myśli, przeczeka aż wyjdzie słońce. aż pozapominają. czasami pochodzi po dachach. to wyzwala świadomość odczówania wolności. posiedzi z ciszą sam na sam. wyczepie się milczeniem z ciszą u boku zmęczoną od krzyku. zakołysze powietrzem. osiądzie brudem za paznociami. jak zwykle. "powiedz mi po co ci w ogóle chodzi? powiedz mi po co ci te kombinacje? nie musimy się katować nienormalną sytuacją. (...) powiedz mi po co nam są słowa? powiedz mi po co ci te gesty? powiedz mi po co nam rozmowa? jest już tylko to co jest. więc nie czekaj o nic, nie. i nic nie mów jeszcze..." 26. marca 2005 :: 20:35 jest noc pomimo dnia. ciemno nawet gdy ranek świta. a ona zawsze nosi długie rękawy i zamknięte oczy na świat. światło rani. światło zabiera złudzenia. a oczy ma dziwne. za dnia piwne, a nocą zielone. za dnia smutne i życiem znużone, a nocą stęsknione. nie patrzy nimi w przyszłość, nie widzi w ciemnościach. przeszłość zaciera za nią ślad. a teraz? no gdzie jest jakieś teraz? teraz zawsze będzie przeszłością... "zamknałem drzwi i okna. stracłem wzrok i mowę. zgasiłem ogień w moim domu. w posłaniach wrzeszczą wrony zmrożone szronem drogi. nigdy nikogo już nie spotkam..." |
|||