|
patrz pisz 2008 październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty aczkolwiek pocałuj żabkę w łapkę Wyślij wiadomość obserwuję ~RSS bum |
|||
10. czerwca 2006 :: 18:14 najpierw jest podniecenie. potem uderzenie. może urojone, ale uczucie prawdziwe. pogubiła się trochę. jej ostatnie wewnętrzne postanowienia naprawdę się sprawdzały... no i po co było jej to zmieniać? głupia dziewczynka, ot co. naiwnie naiwna. to wszystko jest w niej takie popaprane. niedorzeczne i urojone. bardzo urojone, tak samo jak to uderzenie z resztą. ona wie, minie kilka dni i znów będzie jedno wielkie NIC. zupełna pustka. czarna dziura i ogromna spacja w dokumencie jej życia. bezpieczna spacja. dziś wieczór znów wymyśli sobie chłopca z plasteliny, który jak zwykle zabierze ją na drugą stronę tęczy. bezpiecznie powrócci do swojego chimerycznie (bez)barwnego świata. później napisze coś głupiego. melancholicznie i monotematycznie będzie. jak zwykle. a teraz... teraz uroczyście zamknie się w sobie na klucz, na cztery spusty. wmówi sobie kilka potrzeb, które nigdy nie istniały i powie że właśnie za to powinna zabrać się natentychmiast. że jest tyle spraw na wczoraj. zacznie pilnie robić cokolwiek i z czasem powróci do punktu wyjścia... "w zagubionej przestrzeni trwam, cały świat płynie obok gdzieś. a może ja jestem opowieść zmęczonych ust znudziłem się bogu w połowie, w połowie..." 30. czerwca 2006 :: 00:09 wciąż obca. dla siebie, dla innych. filtruje wszystkie swoje niespokojnie spokojne myśli. pełna lęków i obaw tłucze lustra, które nigdy nie istniały i przechodzi na drugą stronę życia. co wieczór. plącze myśli z nadzieją, płynie oceanem spokojnym wyobraźni i tonie. lata praktyki nie nauczyły ją pływać. tworzy niestworzone historie, których nigdy nie kończy. lazurowe wariacje między wersami kolejnych sennych strof. za dnia mała dziewczynka na huśtawce nastrojów. na karuzeli życia. jeszcze nie kobieta, już nie dziecko. jeszcze nie sama, już samotna. spaceruje po łąkach. wiatr całuje ukradkiem, buntuje się słońcu. chwilę na własność pragnie zatrzymać. skuć w kajdany czas. spogląda na świat przez dziurkę od klucza. zawsze za kulisami, drugoplanowa aktorka teatru życie z niedokładnie rozpisanym scenariuszem, z niedouczoną rolą. czasami poddusza ją klimat, małomiasteczkowy zgiełk i wrzawa. nauka oddychania tutejszym powietrzem nie idzie jej najlepiej. i oczy ma dziwne. za dnia piwne, a nocą zielone. za dnia smutne i życiem znużone, a nocą stęsknione. "zabawne jakie rzeczy potrafią czasem do głowy przyjść, a ja za dużo widzę, zbyt mocno czuję..." |
|||